Tbilisi - sacrum i profanum

Spacerkiem przez Stare Miasto

Idziemy bocznymi uliczkami, coś jemy po drodze i docieramy do Pchlego Targu. W jego okolicach tłum mocno gestykulujących ludzi. Czy to kolejny wiec polityczny? Nie – to pośrednictwo w handlu, zamianie i wynajmie mieszkań. Spacer robi się ciekawszy, gdy wkraczamy w część starego miasta na prawym brzegu rzeki Kury lub jak ja nazywają Gruzini – Mtkwari. Małe, zrujnowane domy, rozsypujące się dachy i balustrady. Wszędzie wiszące rzeczy na sznurach i wrażenie przeniesienia wstecznego w czasie. Urzeka mnie lampa uliczna i drewniany, obżarty i spróchniały słup elektryczny, balkoniki i mansardy. Jest w tym rozpadzie coś wspaniałego, co sprawia, że nie chce się stąd wychodzić. Jeszcze świątynia – bazylika z VI wieku – Anchiskhati zagubiona między dekadencją wiekowych domów – ze swoją atmosferą spokoju i prostoty.

Tbilisi - uliczki Starego Miasta (1)Tbilisi - uliczki Starego Miasta (3)Suszarnia na balkonie, Stare Miasto w TbilisiTbilisi - uliczki Starego Miasta (2)Wejście do Bazyliki Anchiskhati w Tbilisi, Gruzja

Pomnik Nikoloza Baratashvili w TbilisiPrzechodzimy przez most i znowu pniemy się w górę starymi uliczkami zostawiając za sobą pomnik Nikoloza Barataszwilego w rozwianej pelerynce. Sympatyczny młodzian patrzy z pomnika, wygląda znajomo i najpierw go mylę z Puszkinem. Owszem także romantyk, pełen miłości i do ojczyzny i do kobiety, też przedwcześnie zmarły choć nie w pojedynku. Jeden urodził się w Tbilisi, drugi trafił tam na zesłanie. Jeden i drugi działał w tajnych młodzieżowych stowarzyszeniach chcących zrzucić jarzmo caratu. Barataszwili to poeta, który stał się sławny 31 lat po własnej śmierci, gdy wydrukowano zbiorek jego poezji. Takiej poezji, która od razu kazała go postawić w jednym szeregu razem z największym gruzińskim poetą Szotą Rustawelim.

Nikoloz Baratashvili - poeta gruziński
Twoje kędziory spadają jak żmije
Na białe piersi, na pole miłości
Oczy me w splocie włosów, co się wije
Błądzą z nadzieją, płoną z namiętności.

Nikoloz Barataszwili,
Antologia Poezji Gruzińskiej,
tłumaczył Leopold Lewin

Na granicy pomiędzy

Tbilisi - uliczki Starego Miasta (4)Podwórko kamienicy na Starym Mieście w Tbilisi, GruzjaUliczki, kamieniczki, rozkład – a gdzieś w tym wszystkim rekonstrukcja, odrodzenie, przeistoczenie. Po niebie pędzą ciemne chmury, kładą się cienie na zboczach gór. Przed nami panorama na okoliczne wzgórza, cerkiewki, ulice.

Podchodzimy do ogromnych murów Soboru Świętej Trójcy, siedziby Katolikosa – Patriarchy Gruzji. Gigant, modlitewny moloch – Bóg trafił do Tbiliskiego, religijnego Hollywood. 98 metrów wysokości bez 7,5 metrowego krzyża na kopule, powierzchnia 5000 m2. Wewnątrz 11 ołtarzy a na zewnątrz fontanny, stawy, mosteczki, klomby, dróżki – atmosfera religijnego pikniku – spełnienie cudownych nadziei współczesnych pielgrzymów sakralnych.

Sobór Świętej Trójcy w Tbilisi, GruzjaDziedziniec Soboru Świętej Trójcy w TbilisiSchody wejściowe do Soboru Świętej Trójcy w Tbilisi

Zapalanie świec w katedralnym świecznikuI my też spacerujemy wokół a potem wchodzimy do gigantycznej świątyni. Przeraża mnie jej obcość i niedostępność. Znacznie dalej w niej do Boga niż w malutkich bazylikach. Pierwsze moje wrażenie jest niekorzystne – obcość, ale po chwili zaczynam się przyglądać ludziom. Kobieta w chustce zapala świecę przed obrazem Archanioła Gabriela – twarz skupiona, stawia świecę w podłużnej formie z piaskiem obok drugich już płonących. Patrzę na innych ludzi i ich twarze. Czy ten gest palenia świecy odbija się w ich duszy? Tak – wielu z nich na chwilę zawiesza się gdzieś między przestrzenią ziemską a boską.

Rzędy płonących świec w katedrze

Obrazki świętych we wnętrzu gruzińskiej katedryNagle ogromna świątynia zmniejsza się i zaczynam widzieć tylko pojedyncze sceny, pojedyncze ikony i... płonące świece. Jest taka baśń Andersena, w której matka szuka zmarłego dziecka i tłumaczą jej, że jedna świeczka to jedno życie. Niektóre świece są długie i płoną intensywnie, inne tak jakby coś je zdmuchiwało, ledwo migają nieśmiałym płomieniem.

Otwierają się potrójne drzwi i wychodzą mnisi, kilku ustawia się i zaczyna intonować pieśń – jak pięknie brzmią ich głosy...

Mostek na terenie Soboru Świętej Trójcy w TbilisiWychodząc jeszcze chwilę rozmawiam ze strażnikiem, który z zapałem opowiada o Tbiliskich cerkwiach wskazują ręką na okoliczne wzgórza. Mówi, że ta świątynia została ukończona w 2004 roku i pyta czy mi się podoba. Nazywa się Gieorgij – odpowiednie imię dla świątynnego strażnika. Podobno przyglądał nam się i myślał, że jestem Gruzinką – mocna opalenizna po kilku miesiącach podróży i ciemne włosy mogą łudzić. Jeszcze chwila rozmowy i uścisk dłoni – miło było z tobą rozmawiać i gonię Dominika gdzieś błądzącego z aparatem. Jeszcze mosteczek spinający dwa baseny i pozująca chłopakowi dziewczyna – ja też trafiam na mosteczek i strzelam uśmiech do obiektywu – trzeba coś zrobić dla potomności.