Georgialiki. Książka pakosińsko-gruzińska i... internetowa?

Książki, które mają trafić w moje ręce, trafiają różnymi drogami. Niektórym przychodzi przemierzyć sporo kilometrów. W przypadku książki Katarzyny Pakosińskiej to ja musiałam przejechać i przejść wiele kilometrów, by w Uszguli otrzymać ją z rąk Fridona i znaleźć w niej... swoje teksty.

Zacznijmy jednak po kolei. W 2006 roku po raz pierwszy trafiłam do Gruzji, po raz pierwszy do Swanetii i po raz pierwszy do rodzinnego domu Fridona Niżaradze1 – artysty, symbolika i filozofa. Wtedy, razem z Dominikiem Judką, robiliśmy zdjęcia i nagrania materiału, który stał się kanwą filmu “Fridon” oraz późniejszym elementem składowym reportażu o Fridonie. Po kilku latach znalazłam się ponownie w Uszguli – magicznej, swańskiej wiosce oraz w domu Fridona pełnym symbolicznych obrazów. I tutaj trafiła w moje ręce książka Katarzyny Pakosińskiej, “Georgialiki” – podał mi ją sam Fridon.

Georgialiki. Książka pakosińsko-gruzińska - Katarzyna PakosińskaPrzekartkowałam ją i pierwsze wrażenie było pozytywne – wydana ładnie, na dobrym papierze, kolorowa, pełna fotografii, przyciągająca uwagę czerwonymi tytułami rozdziałów i stronami opisującymi regiony Gruzji. Nie zaczęłam jej czytać od początku, tylko od rozdziału o Fridonie, z którym Autorka zrobiła 2-minutowy fragment w odcinku o Swanetii z cyklu “Tańcząca z Gruzją”. Było to w 2008 roku, tuż przed wybuchem wojny z Rosją.

Ciekawa byłam wrażeń Autorki i jej odczuć związanych ze spotkaniem tak charyzmatycznej i nietuzinkowej postaci jaką jest Fridon. Zaczynam czytać i cóż to... chyba mam omamy. Czytam jeszcze raz... teraz mam już pewność – to moje własne słowa z moich osobistych dzienników, których fragmenty znalazły się w reportażu o Fridonie opublikowanym jako jeden z pierwszych tekstów na Oblicza Gruzji.

Strona z książki Pakosińskiej Georgialiki - rozdział z Fridonem Nizharadze[..] Święty Jerzy przebija smoka, lecz nie zdoła go do końca przebić nigdy… kultura Wschodu przetrwa… Chrześcijaństwo nie zdoła zapanować nad całym światem.

[..] Kobieta, wszędzie kobieta – jako sacrum i jako profanum.

Niszczycielska i uwodzicielska, kobieta – matka, kobieta – wróg… upragniona i przerażająca, odpychająca i wabiąca, demon i anioł… [..]

[..] Temraz opowiada, czemu Fridon się nie ożenił. Podobno szukał idealnej kobiety, tak bardzo upragnionej, ale widocznie tak przerażającej – skoro nie znalazł. Stała się jego wyidealizowaną obsesją.2

Przyznam, że poczułam irytację. Pal licho, gdyby poprzestała na samym zapożyczeniu słów, bo symbolika obrazów Fridona jest złożona i sięga metaforycznie poprzez archetypy i motywy do samych korzeni cywilizacji. Jednak Autorka twierdzi przy tym, że symbolika tych obrazów jest prosta do odczytania (sic!) od siebie nie dodając przy tym żadnej dalszej interpretacji poza opisem widzianych na obrazach elementów.

Strona z książki Pakosińskiej Georgialiki - rozdział o Królowej TamarZaczynam przeglądać książkę dalej w poszukiwaniu tematów, o których sama pisałam. Królowa Tamar – o, tutaj Autorka Georgialików bardziej się rozpędziła tnąc i przestawiając szyk mojego reportażu popełniając najzwyklejszy plagiat. Święta Nino – tutaj w rameczce tylko kawałek.

Teraz pora na toasty – to mój ulubiony konik. Zbieramy je od dawna – spisujemy, wyszukujemy, tłumaczymy, adaptujemy. Każdy jest w jakiejś mierze autorski. I nawet jeśli ma motyw znany i powtarzany, to spisany tak, a nie inaczej, ze słowami i puentą dopasowanymi do własnego postrzegania świata, jest w pełni indywidualny i autorski. Tak jak baśnie braci Grimm, których nie wymyślali, ale przez lata pieczołowicie zbierali i spisywali, zapewne wybierając i dopieszczając jedną wersję z wielu. To samo jest z toastami – powtarzane i przekazywane w tradycji ustnej u jednego tamady potrafią zachwycić, gdy u drugiego przemkną niezauważone. Bo bycie Tamadą to wielka sztuka i odpowiedzialność – tak opowiedzieć historię, legendę czy anegdotę i tak dobrać puentę, by trafiły i do głów, i do serc słuchaczy. Spisany toast posiada określoną, bardziej uniwersalną formę a przez to zatraca pewną intymność i indywidualnego odbiorcę, jednak nadal zawiera część osobowości tej osoby, która go spisała i taką a nie inną formę nadała.

Strona z książki Pakosińskiej Georgialiki - toast gruziński o oswajaniu mężczyznZatem wyłuskuję owe toasty u Pakosińskiej – cała druga część książki jest nimi przeplatana. “Gela Kandelaki wyczuwa moment i pogodnie wznosi toast [..]” – i cóż ów Gela mówi? Ciekawy toast, tyle że dokładnie słowami mojej adaptacji. Nie znam pana Geli ani innych gości Autorki, ale widać, że oni znają mnie dobrze, bo całkiem udanie i bez pomyłek cytują kilka adaptowanych przeze mnie toastów... do tego po polsku. W Gruzji spędzimy jeszcze trochę czasu, więc może będzie okazja powymieniać się z nimi toastami...

Biesiada u Pakosińskiej rozkręca się w najlepsze. Wznoszone są toasty a goście zajadają smakowite, gruzińskie potrawy. Toasty wznoszą nie tylko w moich adaptacjach3, bo trafiają się także inne – ze strony Georgiego Magiakelidze, czy krążące od lat anonimowo po internecie. Nie przeszkadza to współbiesiadnikom Pakosińskiej, bo sypią nimi jak z rękawa, gdy tylko nadarzy się odpowiednia okazja.

Strona z książki Pakosińskiej Georgialiki - toast gruziński o szczęściuStrona z książki Pakosińskiej Georgialiki - toast gruziński za przyjaciółStrona z książki Pakosińskiej Georgialiki - toast gruziński o stworzeniu kobiety

Przyglądam się też przepisom, które Autorka skrzętnie spisywała na serwetkach lub na czym mogła podczas kręcenia swojego cyklu. Niestety, rozpoznaję w nich przepisy znane mi z książki Jeleny Kiładze “Tradycyjna kuchnia gruzińska” – Strona z książki Pakosińskiej Georgialiki - przepis na kawę z czosnkiemtrochę tylko zmodyfikowane i poskracane, lecz podobieństwo jest tak widoczne, że trudno mi uwierzyć, że po spisaniu i przetłumaczeniu ich przez Autorkę tak bardzo przypominają te z książki Kiładze. Nawet trafił się jeden przepis z naszej strony na kawę po batumsku, zmieniony przez Autorkę na kawę z Adżarii – też spisany na serwetce tylko pytanie gdzie...

Bawimy się dalej? Ja już trochę straciłam humor i apetyt a rozczarowanie, nie tyle książką, co Autorką, rośnie. Patrząc obiektywnie nie jest to książka wysokich lotów, ale przyjemnie i lekko się ją czyta. Opowiada o kręceniu dokumentalnego serialu “Tańcząca z Gruzją”, o młodzieńczej miłości Autorki do gruzińskiego tancerza Mamuki, o udanych poszukiwaniach po latach, o wrażeniach z Gruzji, o spotkaniach z ludźmi. Lekko, łatwo i przyjemnie. Szkoda tylko, że tak nie zostało.

Zbędne były kawałki o regionach Gruzji, w których Autorka posunęła się do skopiowania – niemal dokładnie słowo w słowo – fragmentów z Wikipedii ignorując licencję, która wymagała od niej jedynie podania źródła. Posuwanie się do plagiatu (w przypadku rozdziału o Tamar) czy kopiowanie z innych stron całych fragmentów bez podania skąd je wzięła, często łamiąc przy tym prawa autorskie innych, również pozostawia niesmak.

Georgialiki - Katarzyna Pakosińska - kopiowanie tekstów z internetuNa wyklejce książki napisano: “Wydanie pierwsze. Copyright for the text © Katarzyna Pakosińska. Copyright for this edition © Wydawnictwo Pascal”. Czy aby tu coś komuś się nie pomyliło? Czy aby pani Pakosińska zbyt wodzy fantazji nie popuściła? Bo dużej fantazji trzeba by przypisać sobie autorstwo całego tekstu wplatając w niego fragmenty zapożyczone a to od jednych, a to od drugich – bez pytania o zgodę i bez podania choćby źródeł owych zapożyczeń. Jeśli nie było czasu na pracę własną, to trzeba było przemyśleć inną formułę i pozostać przy wspominkowym dzienniku nie siląc się na oryginalność czy bycie ekspertem od Gruzji.

Jak już wspomniałam, książka jest przyjemna, w sam raz do poduszki i pewnie mogłabym polecać ją paniom, które na fali ogólnego zainteresowania Gruzją jadą do niej po raz pierwszy, często z biurem podróży. Ot, taka poczytajka oparta o zapis przeżyć Autorki.
Jednakże czuję się oszukana i wcale nie dlatego, że Autorka ukradła moje własne teksty. Czuję się oszukana jako czytelniczka. Wszystko wydawało się zapisem prawdziwych zdarzeń. Te skrzętnie zapisywane na serwetkach przepisy, te toasty na każdą okazję, te wspaniałe supry, te rozmowy – co tu jest fantazją, kłamstwem, konfabulacją czy zapożyczeniem? Nawet rozczulająca opowieść o tym, jak to Autorka z trudem tłumaczyła gruziński wiersz, znaleziony gdzieś w biblioteczce u gospodarzy, korzystając co rusz ze słownika a następnie wkleja go w książce... w cudzym tłumaczeniu dostępnym w internecie. A takich smaczków pewnie można znaleźć więcej.

To, co miało być reportażem autentycznym okazało się mistyfikacją. Ot, taki gruzińsko-pakosiński kabarecik. Czuję się oszukana jako czytelniczka i przy tym pozostanę.

PS Autorom publikacji o Gruzji proponuję książkę przeczytać – może także trochę własnych słów w niej znajdziecie.4

“Georgialiki. Książka pakosińsko-gruzińska – Katarzyna Pakosińska,
Wydawnictwo Pascal, premiera 7.11.2012 r.
Data publikacji recenzji: 8.11.2013 r.

Informacja o porozumieniu z Wydawnictwem Pascal w sprawie książki "Georgialiki. Książka pakosińsko-gruzińska" (z dnia 16 stycznia 2015 r.)

Na początku grudnia 2014, już po naszym powrocie do Polski, podpisaliśmy porozumienie z Wydawnictwem Pascal. Dotyczy ono wykorzystania (bez naszej wiedzy i zgody) w książce "Georgialiki. Książka pakosińsko-gruzińska" materiałów naszego autorstwa opublikowanych w serwisie Oblicza Gruzji. Do porozumienia udało się dojść bez angażowania machiny sądowej.

Przeprosiny Wydawnictwa Pascal pod opisem książki Georgialiki [15 stycznia 2015]Na mocy porozumienia Wydawnictwo wypłaciło nam kwotę zaspokajającą nasze roszczenia oraz przeprosiło nas za zaistniałą sytuację na swoim profilu FB (23 grudnia 2014) i na swojej stronie pod opisem książki (15 stycznia 2015).

Wydawnictwo zobowiązało się również do usunięcia fragmentów naszego autorstwa z kolejnych wydań książki "Georgialiki. Książka pakosińsko-gruzińska" Katarzyny Pakosińskiej, jednakże w międzyczasie dowiedzieliśmy się, że książka ta nie będzie więcej wznawiana.

W trakcie przedłużających się negocjacji zrezygnowaliśmy z zapisów obligujących Wydawnictwo do wycofania książki ze sprzedaży. Dlaczego? Bo Wydawnictwo Pascal sprzeciwiło się zawarciu w Porozumieniu takich zapisów argumentując to tym, że książki już nie sprzedaje (poinformowało nas o tym w maju 2014r., jeszcze przed ostatecznym uzgodnieniem porozumienia), a egzemplarze książki dostępne w sprzedaży stanowią własność dystrybutorów i księgarni, więc Wydawnictwo nie może ich ze sprzedaży wycofać. W takiej sytuacji pozostaje nam jedynie zaapelowanie do dystrybutorów i księgarni, by rozważyli pójście w ślady Wydawnictwa Pascal i wycofali książkę "Georgialiki" ze swoich sieci dystrybucyjnych.

Artykuły i materiały dodatkowe dotyczące sprawy