Kalosze trekkingowe, czyli mój komfort w wulkanizacji

Tak jak but zmienia kształt przez nogę, tak też duchowe pragnienia zmieniają życie człowieka. – Plutarch

Kalosz trekkingowy LaCrosse w leśnym mchu
To fiołek - ai ia (strona z gruzińskiego elementarza)

To było zauroczenie od pierwszego wejrzenia! Takie było moje pierwsze wrażenie, gdy w sklepie myśliwskim małego miasteczka Wieluń zobaczyłam te kaloszki LaCrosse. Patrzyłam na nie oniemiała – to jest TO – kalosze trekkingowe. Guma z zewnątrz, czyli wodoodporne i łatwe do czyszczenia. W środku neopren, dzięki czemu utrzymują komfort termiczny – jak się okazało później przyjemnie je się nosi i noga się prawie nie poci. Do tego podeszwa – gruba jak w traperach, bieżnikowana, idealna do chodzenia po lesie czy górskich ścieżkach.

A jakby tego było mało są estetyczne. O tak, te listki i kwiatki także miały znaczenie i to nie tylko ze względu na kobiecą próżność. Z czasem nawet okazały się nawet wizjonerskie – wszak აი ია (to fiołek) to pierwszy poznany przeze mnie zwrot przy uczeniu się liter z gruzińskiego elementarza. :-)

Zielono nam w głowie i fiołki w niej kwitną
Na klombach mych myśli sadzone za młodu.
Kazimierz Wierzyński

Kalosze z fiołkami posłużyły mi przy leśno-inspiracyjnych spacerach podczas miesięcy zbierania materiałów, w pierwszym zamyśle do książki a potem do tego, co razem z Arturem przemianowaliśmy na projekt “Oblicza Gruzji”. Kalosze trekkingowe LaCrosse w błocieSzykując ekwipunek do wyprawy nie wyobrażałam sobie, aby moje ulubione buty zostały w Polsce. Miały jechać ze mną, mimo że swoje ważą a biorę przecież jeszcze trapery i sandały. Trapery świadomie wybrałam krótkie i bardzo lekkie (Keen), idealne na suchsze i letnie trasy, a jesienno-zimowo-wiosenne chlapy zamierzałam pokonywać z uśmiechem w swoich fiołkowych kaloszach.

Po prawie dwóch latach intensywnego używania – nie tylko w deszczu, ale także w śniegu, zarówno w lesie, polu, jak i w mieście – moje kaloszki pękły. Nie wytrzymały naprężeń przy wkładaniu i pękły tuż nad piętą. Przygotowana dać im szansę wyjazdu na Kaukaz i widząc, że uszkodzenie niewielkie zaczęłam szukać sposobów naprawy.

Najpierw przeszukanie forów turystycznych oraz próba naprawy u szewca i wulkanizatora. “Specjalistów” temat przerósł a wulkanizatorzy nawet nie chcieli spojrzeć mrucząc pod nosem, że trzeba kupić nowe a nie głowę zawracać. Pozostał niezawodny w takich sytuacjach Artur, klej cyjanopan do połączeń elastycznych i taśma naprawcza. Taśma okazała się przyzwoita, prawie niewidoczna, wzmocnione cyjanopanem pęknięcie trzymała dobrze a sklejone buty służyły dalej.

Wladimir Chaczaturow w swoim warsztacie wulkanizacyjnymJednakże taśma nie lubi mrozu, na którym kruszeje i pęka, więc było to rozwiązanie tylko doraźne. Na koniec zimy, w piątym miesiącu wyprawy do Gruzji pęknięcia w tych samych miejscach były już w obu butach. Trudno – wóz albo przewóz – ostatnia próba naprawy albo wyrzucenie. Szkoda mi było bo podeszwy idealne, przód też, tylko małe pęknięcia nad piętami od wciskania stopy w grubszej skarpecie.

Całe szczęście, że Gruzja to kraj upcyklingu pełną gębą – owszem, wynika ta pomysłowość z biedy, ale jest niezmiernie pożyteczna. W maleńkim zakładzie wulkanizacyjnym w prowincjonalnej Calce dla młodego Ormianina, Władimira Chaczaturowa, naprawienie kaloszy nie było żadnym problemem. Nie wykazał także żadnego zdziwienia, nie kręcił nosem jak polscy “specjaliści” – po prostu dobrze obejrzał buty i wziął się do roboty.

Wulkanizacja kaloszy trekkingowych LaCrosse

Cała praca trwała 10 minut. Fragment pinagi został zeszlifowany i oczyszczony, łatka naklejona a Władimir powiedział:
Kalosze trekkingowe LaCrosse po wulkanizacjiTeraz mogą jeszcze służyć kolejne trzy lata.
Za swoją pracę nie chciał żadnych pieniędzy. To była pomoc podróżnym w drodze i to nie pierwszym – rok wcześniej naprawiał trapery jakiejś wędrującej przez Gruzję Polce, której na gruzińskich drogach podeszwy puściły.

Można? Można! To tylko kwestia chęci...

Czasem nawet głupi but zostawia po sobie niezniszczalny ślad.
Stanisław Jerzy Lec